Cierpienie i Nadzieja: Refleksje Księdza-Pielęgniarza
Jestem księdzem, ale także pielęgniarzem. W minionym tygodniu doświadczyłem szczególnego bólu, który głęboko mnie dotknął. W naszym domu dla osób uzależnionych zmarł pacjent, który przez długi czas znosił ogromny ból. Jego rany były porażające, a w jego oczach dostrzegałem strach przed śmiercią, który potęgował jego cierpienie. W tej sytuacji czułem się bezsilny i bezradny. W poniedziałek, stojąc przy jego łóżku, łzy cisnęły mi się do oczu, gdy widziałem, jak bardzo cierpi. Nie mogłem wiele zrobić; jedyne, co mogłem, to przesunąć jego bolesne nogi, by przynieść mu chwilową ulgę. Jednak po dziesięciu minutach ból wracał, a ja musiałem znowu układać je w inny sposób.
Patrząc na jego cierpienie, najbardziej dotykała mnie moja bezradność. Mogłem zaoferować mu jedynie dobre słowo, moją obecność, przesunięcie nóg czy zmianę pozycji w łóżku. Wiele razy rozmawiałem z Panem Jezusem o tej bezradności wobec cierpienia drugiego człowieka. Myślałem o tym, jak trudne musi być to wszystko w oczach Boga, który kocha nas szalenie i pragnie dla nas jak najlepiej, ale pozostawia nam wolność wyboru. Jak bardzo musi Go boleć, gdy widzi, jak wybieramy drogę, która prowadzi nas na manowce, drogę, która nas niszczy. Często Bóg, ograniczony naszą wolną wolą, musi patrzeć bezradnie na nasze cierpienie spowodowane złymi wyborami. W takich chwilach jedyne, co może zrobić, to dać nam poczucie, że jest blisko, że ciągle kocha i że czeka na nas z otwartymi ramionami.
W tej mojej bezradności pomyślałem o Drodze Krzyżowej Pana Jezusa, o Weronice, Maryi i płaczących niewiastach. Często, patrząc na czyjeś cierpienie, czujemy się bezradni. Jednak te drobne gesty mogą wiele zmienić. Na Drodze Krzyżowej Maryja i Weronika nie mogły pomóc nieść krzyża Jezusowi ani Go od niego zabrać, ale towarzyszyły Mu swoją obecnością. Weronika otarła Mu twarz, a Maryja dała Mu swoje matczyne spojrzenie pełne miłości. Płaczące niewiasty pokazały Mu, jak bardzo są blisko i że Jego cierpienie nie jest im obojętne. Być może i Twoje ciepłe spojrzenie, pełne miłości, da komuś ulgę. Może Twój szczery uśmiech, choć na chwilę, wyciągnie kogoś z dołu i ciemności depresji. To, co wydaje się proste i mało znaczące, może przynieść niesamowitą ulgę.
Moje dyżury w tamtym tygodniu dawały mi szansę towarzyszenia temu pacjentowi w jego ostatnich dniach życia. To doświadczenie okazało się szczególnym momentem, w którym mogłem być z kimś na jego drodze krzyżowej. Przez chwilę mogłem być jak Weronika, jak Maryja, jak płaczące niewiasty. Często, rozważając Drogę Krzyżową, zastanawiałem się nad tym, jaki sens ma stacja, w której święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi. Dziś jednak rozumiem te stacje Drogi Krzyżowej lepiej, bo widziałem, jak wielką ulgę może przynieść ten pozornie mały gest – otarcie twarzy, przesunięcie bolących nóg o kilka centymetrów.
Dziękuję Bogu, że przez moją pracę mogę być narzędziem Jego miłości wśród ludzi, którzy tak bardzo cierpią. Mogę w drodze krzyżowej drugiego człowieka przynieść mu chociaż na chwilę jakąś ulgę. Pacjent zmarł w czwartek. Jego cierpienie się skończyło, a we mnie z jednej strony zagościła radość, że nie będzie już cierpiał, a z drugiej smutek, że to ziemskie życie zgasło. I tu kolejna stacja Drogi Krzyżowej: złożenie Jezusa do grobu. Myślałem o tym, gdy pomagałem złożyć ciało tego pacjenta do trumny. Pojawiła się jednak kolejna myśl… Do zobaczenia po tamtej stronie, bo przecież Droga Krzyżowa kończy się zmartwychwstaniem.
o. Dawid
